Dawno, dawno temu gdy komputery nie wspierały przemysłu filmowego w dziedzinie efektów specjalnych, powstał film w reżyserii klasyka gatunku SF/Horror Johna Carpentera - "The Thing". Obraz przedstawiał historię amerykańskiej bazy naukowej na Antarktydzie zaatakowanej przez obce stworzenie potrafiące przybierać dowolny kształt. Sterroryzowana przez nieznaną siłę załoga znajduje się w sytuacji krytycznej - nie można ufać nikomu, każdy może być tym obcym. Oprócz klaustrofobicznego klimatu w pamięć zapadają niezwykłe efekty specjalne - aż trudno uwierzyć że powstały bez udziału technologii cyfrowej. Ich autor, zaledwie 22-letni Rob Bottin po zakończeniu zdjęć miał objawy skrajnego przepracowania - chłopak przebywał na planie po kilkanaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu.
Efekt końcowy robił i wciąż robi wrażenie.
W tym roku na ekrany wchodzi remake "The Thing", tym razem monstra nękające arktycznych naukowców mają cyfrowy charakter.
0 komentarze:
Prześlij komentarz